Nieproszony gość w domu to nic nowego – od pająków, przez gryzonie, aż po te najbardziej zaskakujące owady rodem z kina grozy. Ale jest jeden gagatek, który potrafi przyprawić o ciarki nawet najbardziej zagorzałych fanów natury. Przedstawiamy: gliniarz naścienny. Nie – to nie sequel serialu policyjnego z lat 80., tylko niepozorny owad, który zyskuje coraz większą sławę w polskich domach. Kim jest, dlaczego się pojawia i jak skutecznie powiedzieć mu „wynocha!”? Zaparz sobie herbatkę, bo ta historia zapowiada się ciekawie.

Kim właściwie jest ten cały gliniarz naścienny?

Brzmi jak pseudonim bohatera kryminału, ale w rzeczywistości gliniarz naścienny to nic innego jak rodzaj pluskwiaka z rodziny zajadkowatych. Z wyglądu przypomina trochę biedronkę, która poszła na dietę keto i przeszła na tryb mrocznego ninja. Jego ciemnobrązowy lub czarny egzoszkielet, wydłużona sylwetka i skrzydła nie pozostawiają złudzeń – ten owad nie przyszedł tu na przytulasy. Na szczęście, mimo swojego intrygującego wyglądu, nie jest groźny dla ludzi. Ale nie dajcie się zwieść – jego obecność w domu może być irytująca.

Dlaczego gliniarz naścienny odwiedza właśnie Twój salon?

Nie, to nie dlatego, że masz najpiękniejsze tapety w mieście albo wyjątkowo wygodne zasłony. Gliniarz naścienny pojawia się w domach, bo szuka schronienia na zimowe miesiące. Jego ulubione lokacje to zakamarki, szczeliny w murach, pod parapetami i – jak sama nazwa wskazuje – na ścianach. Zwłaszcza tam, gdzie panuje spokój i ciepło. Człowiekowi zima kojarzy się z herbatką i kocem, a gliniarzowi – z Twoją sypialnią. Win-win? Niekoniecznie.

Czy ten lokator jest groźny?

Okej, zanim rzucisz pierwszym kapciem – wyluzuj. Gliniarz naścienny nie gryzie, nie przenosi chorób, nie wygryza dziur w meblach. Jego największym przewinieniem jest to, że… po prostu jest. Czasem sfrunie z sufitu prosto do zupy albo pojawi się znienacka w łazience. I choćbyś był mistrzem zen, jego znienacka obecność może wywołać okrzyk, który usłyszą sąsiedzi trzy piętra niżej. Ale spokojnie, mamy plan działania.

Walczymy jak profesjonaliści – czyli jak pozbyć się gliniarza naściennego?

Po pierwsze – prewencja. Uszczelnienie okien, drzwi i wszelkich potencjalnych luk w elewacji to fundament. Gliniarz naścienny to nie superbohater i nie posiada mocy teleportacji – wejdzie tylko tam, gdzie może. Dlatego sprawdź framugi i zakamarki, w których może się zagnieździć.

Po drugie – odkurzacz. Tak, dobrze czytasz. Jeśli już znajdziesz delikwenta w swoim mieszkaniu, zamiast rzucać się na niego z gazetą czy – co gorsza – sprayem owadobójczym, po prostu użyj odkurzacza z małą końcówką. Szybko, bezboleśnie (dla Ciebie), skutecznie. Potem możesz przenieść niechcianego lokatora na łono natury lub – jeśli jesteś bezwzględny – wyrzucić worek.

Po trzecie – naturalne odstraszacze. Olejki eteryczne, takie jak mięta pieprzowa, lawenda czy eukaliptus, działają odstraszająco. Posmaruj nimi ramy okienne, użyj dyfuzora lub umieść woreczki z ziołami w newralgicznych miejscach. Nie tylko pomoże w walce z inwazją, ale i sprawi, że dom będzie pachniał lepiej niż showroom IKEA.

A może specjalista?

Gdy gliniarz naścienny zrobi sobie z Twojego domu prawdziwe letnisko i zaczynasz podejrzewać, że niedługo założy wspólnotę mieszkaniową – czas wezwać specjalistę. Firmy zajmujące się dezynsekcją mają odpowiednie środki i techniki, by pozbyć się problemu nie naruszając przy tym równowagi przyrodniczej. To może być droższa opcja, ale skuteczna – zwłaszcza gdy masz do czynienia z prawdziwym oblężeniem.

Choć gliniarz naścienny to nie najgorszy z możliwych gości – nie brudzi, nie hałasuje i nie zabiera pilota – to jednak jego obecność w domu potrafi uprzykrzyć życie. Na szczęście, dzięki prostym metodom można skutecznie się go pozbyć, zanim zdąży poczuć się jak u siebie. Pamiętaj o uszczelnianiu, odkurzaczu i naturalnych odstraszaczach, a jeśli sytuacja się pogorszy – działaj z pomocą fachowca. Nie daj się inwazji i odzyskaj swój święty spokój.

Przeczytaj więcej na: https://dom-i-wnetrze.pl/czy-gliniarz-nascienny-jest-grozny-jak-sie-go-pozbyc/.