Planujesz wyjście do kina, wybierasz miejsce, kupujesz bilety przez aplikację na telefonie (jak przystało na kinomaniaka z XXI wieku), odliczasz godziny do seansu i… czekaj, ile właściwie trwają te reklamy przed filmem? Czy musisz biec sprintem przez galerię handlową, żeby nie przegapić epickiego pierwszego ujęcia? A może warto jeszcze podskoczyć po nachosy i colę, bo i tak nie zacznie się bez przerywników reklamowych z idealnie białym uśmiechem?

Multikino i sztuka przeciągania napięcia

Jeśli kiedykolwiek planowałeś pojawić się w sali kinowej punktualnie o godzinie podanej na bilecie, to jesteś w grupie ryzyka… rozczarowania. Multikino (i nie tylko ono) świetnie opanowało kunszt rozgrzewania atmosfery przed filmem. Zamiast klapsa reżyserskiego wita nas sekwencja reklam, która czasami potrafi zająć więcej czasu niż prolog w „Władcy Pierścieni”.

Nie dajmy się jednak zwieść! To nie bez powodu na ekranie pojawia się najpierw pałacowy popcorn, potem nowy model SUV-a prujący przez pustynię, a następnie kilka zwiastunów typu „Coming soon”. To wszystko to kino przed kinem. I tak – ma swój urok, o ile wiesz, jak to rozegrać czasowo.

No dobra, ale ile trwają reklamy w Multikinie?

Według informacji od bywalców kin i oficjalnych danych, które można wyszperać w zakamarkach Internetu, blok reklamowy przed seansem w Multikinie trwa średnio od 15 do 25 minut. Tak – dobrze czytasz. FIFTEEN TO TWENTY FIVE pełnoprawnych minut, podczas których możesz spokojnie zdążyć na pociąg, zrobić selfie z plakatem, a może nawet zapomnieć, na co właściwie przyszłeś.

Sama długość zależy od różnych czynników. Jakich? A na przykład:

  • Od tego, czy oglądasz blockbuster w piątkowy wieczór, czy niszowy dokument we wtorek rano.
  • Od ilości nowych premier – więcej zwiastunów to… wiadomo, więcej czasu.
  • Od partnerstw reklamowych obowiązujących w danym miesiącu.

I oczywiście – zawsze znajdzie się ktoś, kto powie, że reklamy są „długie jak moda na CROCS-y”. Ale umówmy się – przecież nikt z nas nie wychodzi z domu tuż o godzinie startu seansu. Niektórzy wręcz celowo spóźniają się 10 minut, licząc na klasyczny „reklamowy bufor bezpieczeństwa”.

Planowanie z głową – nie tylko popcorn i cola

Jeśli należysz do osób, które lubią mieć wszystko zaplanowane co do minuty (tak, Ty też zasługujesz na uznanie!), warto uwzględnić ten czas reklam w swojej strategii wyjścia do kina. Prawda jest taka, że jeśli film ma zaczynać się o 18:00, najbezpieczniej będzie usiąść w fotelu gdzieś około 18:10, może nawet 18:15 – wtedy masz pewność, że nie przegapisz żadnej kluczowej sceny… a Twoje nogi nie zdążą jeszcze zdrętwieć od siedzenia.

Oczywiście są wyjątki – przedpremiery, pokazy specjalne, festiwale filmowe – tam czas reklam może być krótszy lub… wcale ich nie być! Ale to już info dla wtajemniczonych fanów srebrnego ekranu.

Kinowy savoir-vivre i reklamy – jak to połączyć?

Choć reklamy czasem potrafią zawładnąć naszym cennym kinowym czasem, są też świetną okazją do testowania dźwięku, regulacji oparcia fotela, zlokalizowania najbliższego wyjścia i – uwaga! – zapoznania się z okoliczna twarzą, która nie wiadomo kiedy mogła się stać Twoją bratnią kinową duszą.

Dlatego zanim zaczniesz zżymać się na pytanie ile trwają reklamy w Multikinie, przypomnij sobie momenty, w których dzięki temu zdążyłeś jeszcze wysłać SMS-a, dokończyć nachosy i sprawdzić, kto gra Batmana w tym roku. A jeśli wciąż Cię to zastanawia, koniecznie sprawdź ile trwają reklamy w Multikinie według najnowszych danych – bo przecież wiadomo: wiedza to oszczędność czasu (i nerwów).

Podsumowując, reklamy w Multikinie to nie tylko wstęp do właściwego seansu, ale i przestrzeń do złapania oddechu po pędzie życia codziennego. Można je pokochać – albo przynajmniej tolerować – jeśli wiemy, czego się spodziewać. A zatem: nie panikuj, gdy zegarek wybije godzinę seansu. Zamiast tego, daj sobie luz, usiądź wygodnie, zjedz pierwszy łyk coli przed wystartowaniem akcji na ekranie. Bo właśnie po to są te reklamy – żebyś zdążył się rozgościć, zanim kino powie „akcja!”.