Jeśli jeszcze nie słyszałeś o Maji Staśko, to albo mieszkasz pod kamieniem, albo bardzo skutecznie unikasz internetu. Obrończyni praw kobiet, krytyczka niesprawiedliwości społecznej, aktywistka z pazurem i feministka, która nie boi się powiedzieć nie patriarchatowi — Maja Staśko to postać, obok której trudno przejść obojętnie. Zarówno dla jednych bohaterka współczesnych czasów, jak i dla innych persona non grata, jej działalność jest jak gorąca kawa o poranku: pobudza do działania i nie każdemu smakuje.
Od literatury do aktywizmu – pierwsze kroki
Zanim Maja Staśko zainteresowała się feminizmem i prawami człowieka, jej serce należało do literatury. Swoją karierę zaczęła jako krytyczka literacka i publicystka, publikując w takich tytułach jak „Gazeta Wyborcza”, „Krytyka Polityczna” czy „Dwutygodnik”. Tam kultywowała swoją miłość do słowa pisanego, ale – nie oszukujmy się – nie był to jeszcze jej czas na błysk w mediach.
To właśnie radykalne publikacje na temat przemocy seksualnej, wykluczenia oraz nierówności społecznych sprawiły, że zaczęto mówić o niej więcej niż o niejednej gwieździe znanej głównie „z bycia znaną”.
Media społecznościowe? Maja Staśko zna się na tym lepiej niż niejeden influencer
W świecie, w którym Instagram to życiorys, a Twitter to kredo moralne, Maja Staśko wbiła się z przytupem. Jej konta w mediach społecznościowych to nie miejsce reklam szamponów, lecz arena walki – na argumenty, cytaty z badań i konkretne przypadki systemowych absurdów. Bez filtra, bez lukru, często z odrobiną sarkazmu, który boli bardziej niż filtr X-Pro II.
Nie raz zdarzyło się, że jej tweet wywołał ogólnonarodową dyskusję, a czasem i burzę z piorunami. Ale jak sama mówi, Najbardziej boję się obojętności. I trzeba przyznać – obojętna nie pozostawia nikogo.
O czym pisze – kontrowersje i tematy tabu
To nie są łatwe tematy. Przemoc seksualna, ubóstwo menstruacyjne, prawa osób LGBT+, wypalenie zawodowe czy toksyczna męskość – każdy z tych tematów nieraz przewinął się przez teksty i wypowiedzi Maji Staśko. Nie boi się mówić o tym, o czym inni wolą milczeć, nawet jeśli oznacza to falę hejtu i groźby w komentarzach.
W 2020 roku współtworzyła książkę „Gwałt polski”, która szybko stała się lekturą obowiązkową dla każdego, kto chce zrozumieć skalę i mechanizmy przemocy seksualnej w naszym kraju. Można ją lubić, można jej nie znosić – ale na pewno nie można ignorować tego, co pisze.
Feministka – ale nie stereotypowa
Zapomnij o stereotypowym obrazie feministki z plakatu: w okularach, z megafonem i banerem. Okej, megafon się zgadza. Ale Maja Staśko to feministka nowej ery – zamiast tłumaczyć się z ideologii, uderza w konkret. Jej feminizm to nie ideologiczna bańka, lecz narzędzie do rozmontowywania struktur, które od lat trzymają wiele osób na marginesie społeczeństwa.
Tak, krytykuje patriarchat i kapitalizm, ale robi to z takim zapałem, że nawet najwięksi przeciwnicy muszą przyznać: dziewczyna ma rację. Przynajmniej czasem.
Dlaczego budzi tyle emocji?
To proste: bo mówi głośno, co myśli – i nie zawsze to są wygodne opinie. Maja Staśko to jak taka aplikacja antyspamowa dla świata publicystycznego – odrzuca to, co puste, a zostawia meritum. Jej obecność w mediach to z jednej strony powiew świeżości, z drugiej – pole minowe. Cokolwiek napisze, ktoś będzie oburzony. Ale może właśnie o to chodzi?
Nie da się być aktywistką i nie nadepnąć komuś na odcisk. Staśko doskonale o tym wie i nie zamierza się z tego wycofać. Co więcej – daje ludziom głos, którzy do tej pory nie mieli siły lub przestrzeni, by mówić.
Nie da się ukryć – Maja Staśko to postać z krwi i kości. Prawdziwa, niepokorna i zawsze gotowa stanąć po stronie słabszych. Choć jej działalność dla jednych jest przesadzoną walką z wiatrakami, dla innych jest ratunkiem i głosem rozsądku w chaotycznym świecie. Czy Maja Staśko zyska jeszcze większy wpływ w najbliższych latach? Tego nie wiemy. Ale jedno jest pewne – na pewno nie ucichnie.
Zobacz też:https://ohmagazine.pl/maja-stasko-wiek-dzialalnosc-i-kontrowersje/